Dzieciaki całymi dniami przesiadujące przed komputerem, puste place zabaw, osiedlowe ławeczki zajęte już tylko przez amatorów wysokoprocentowych trunków. Typowy obrazek obecnych czasów?
Jakiś rok temu raper Sokół wziął udział w projekcie " Wyloguj się do życia". Nagrali całkiem dobry filmik, mający zmotywować młodzież do wielkiego powrotu na podwórko. Młodzież obejrzała, rzuciła lajka i wróciła do przeglądania internetu. Za parę lat oślepną, dostaną skoliozy i zapomną o relacjach międzyludzkich poza fejsbukiem, co zaowocuje wymarciem gatunku. Serio?
Ano nie. Primo- jeśli twoja młodość przypadała na lata 90 i razem z wieloma innymi dzieciakami zauroczyłeś się hip hopem, to prawdopodobnie robiłeś to samo co reszta- siedziałeś pod blokiem z magnetofonem, pijąc piwo i paląc. Nie tylko szlugi. Wielu to wystarczało, wielu poszło krok dalej- zaczęli coś tworzyć samemu: malować, tańczyć breakdance, nagrywać, robić beaty. Większość ludzi wyrosła ze swoich pasji z młodości, sporo planów zostało zweryfikowanych przez życie. Ilu z nich wyniosła z przeszłości coś więcej niż wspomnienia i ciut gorszej jakości płuca? Zmierzając do sedna, myślę, że przywilejem młodości jest tracenie czasu, dopóki jeszcze można sobie na nie pozwolić. Nie ważne czy przed ekranem komputera, czy pod blokiem, z piwkiem, którego zakup został wymuszony na starszym koledze. Wybór należy do dzieciaków.
Secundo- czas spędzony w sieci nie musi być czasem zmarnowanym. Jest młodzież zarabiająca przez internet, jest też taka, w którą sieć wpompuje więcej wiedzy niż lata szkoły plus studia. Zapytaj dowolnego grafika ile umiejętności nabył samodzielnie, poświęcając na to czas, który mógł spędzić na klatce schodowej. Zapytaj kogoś kto maluje graffiti na jamach, ile czasu siedział w domu, nad kartką papieru, zamiast palić jointy z kumplami. Pewnie, życie towarzyskie też jest ważne. Zwykle jednak praktyczną wiedzę nabywa się w samotności. Ona zostaje, znajomi z młodości odchodzą.
Tertio- ( Tutaj kończy się wyliczanka. Było uczyć się prawdziwej łaciny, nie podwórkowej ;) podwórkiem nie żyje się wiecznie. Wiele razy miałam okazje zaobserwować samej zjawisko wiecznego małolata, który w wieku coraz-bliżej-trzydziechy jest przerażony wizją oderwania się od osiedlowej ławeczki i zrobienia coś ze swoim życiem. Zazwyczaj są to ludzie nienawidzący poniedziałków, narzekający na szefa, na pracę, na rząd. Na swojej ławeczce, wśród znajomych mord są królami życia i kopalnią opinii na każdy temat. Niestety żadnej ze swoich górnolotnych idei jeszcze nie udało im się wcielić w życie, gdzieś pomiędzy całym dniem w " ujowej robocie" a wieczorem na klatce schodowej. Uważają, że mają " gówniane życie". Mają. Na własne życzenie.
Za parę lat spotkam ich na ławeczce obok placu zabaw, idąc tam ze swoim mężem i dzieciakami. Może nawet zareaguję pozytywnie na prośbę o " parę złotych na wino, szefowo!". A potem posadzę dziecko na huśtawce i będę modlić się, żeby za parenaście lat nie musiało " wylogować się z ławeczki".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz